

Miecz KhanazaraNiebo płonęło czerwienią zachodzącego słońca. Ciemne, sosnowe lasy Naggaroth pozbawione prawie światła, przypominały czarne dziury znaczące równinę. Zadowolony Khanazar rzucił spojrzenie na dziwacznie ukształtowany krąg. Mienił mu się w oczach, przez co momentami wydawał się spiralą, a za chwilę przybierał postać klepsydry. Już wszystko było gotowe i nareszcie on, Khanazar będzie posiadał broń godną tak wspaniałego wojownika. Zszedł z pagórka, obchodzącMiecz Khanazara


Patrol IZasępiony Asarainon siedział na krześle. Za oknem pojawiały się pierwsze gwiazdy, a chłodne, świeże powietrze napływało do pokoju. Ogień płonący w kominku cicho syczał, rozsiewając miłe ciepło. Mężczyzna spojrzał jeszcze raz na zwitek papieru trzymany w dłoni. Przyszło polecenie czy może raczej rozkaz. Dopiero dziś mag mógł odebrać wiadomość. Jakieś zakłócenia, tak powiedział. Trzeba sprawdzić trakt do Anelei. Mała wioska leżała gł&Patrol I


ToW uniesieniu objęci Wzlatujemy wysoko, przeklęci Aż do samych wrót Nieba lśniącego światłem zórzTo
Światło zatapia i przenika nas Płonie jasno gwiazd las Wiatr omywa naszą skórę Niosąc egzotyczną nutę Kwiatów, ziemi i oddechu morza Wilgoć muska nasze skrzydła
Nieustanny, tęskny zew Niebiańskiego domu szept Płonąca ogniem muzyka dusz Pochwyciła nas w swój nurt
Nie opieramy się długo To brzmi ta


MiastoIdziemy, zabłąkani w świetle Wschodzącego dnia Wszystko przepływa dookoła Głosy, widoki, zapachy Pochłania nas strumień życia Szaleństwa obecnego wszędzie Dostępne dla każdego będzieMiasto
Toczą się spirale, wiją koła Zamknięci w kwadratach Otchłanie szarości wśród nas Żyły lepkiej krwi tętnią ciasno To jest właśnie Miasto
Fruwamy, machając rękami Powiewając ciał płaszczami Stopy
--
Previous PageNext Page